Zdarza mi się słyszeć od uczestników terapii, ich bliskich, a czasem także od kolegów po fachu: „Terapia nie działa”. Nie zawsze mówią to ze złością. Czasem z rozczarowaniem, bezradnością. A czasem z bólem tak głębokim, że każde kolejne podejście do zmiany wydaje się skazane na porażkę. Ale czy rzeczywiście to terapia „nie działa”? Czy może to my – jako społeczeństwo, jako uczestnicy różnorodnych procesów terapeutycznych, jako terapeuci – nie do końca rozumiemy, czym ona tak naprawdę jest? I czego wymaga? W tym artykule psychoterapeuta Robert Banasiewicz z Centrum Psychoterapii REHAB podejmuje próbę zmierzenia się z tym pytaniem.
Gdzie naprawdę leży problem – w metodzie, motywacji, czy oczekiwaniach?
Terapia – szczególnie terapia uzależnień – To proces. Relacja. Czasem bardzo bolesne spotkanie z sobą samym. I często, właśnie dlatego, że nie daje szybkich efektów, staje się łatwym kozłem ofiarnym:
„To nie działa, bo ja nadal mam ochotę pić. Bo znów chce mi się ćpać, a kiedy mnie się chce to ćpam. Bo po terapii nic się nie zmieniło”.
Ale czy rzeczywiście nic?
Większość osób, które tak mówią, być może nie przeszła pełnego procesu terapii. Byli na kilku spotkaniach. Przerwali detoks. Odbyli „turnus”, po którym wrócili do tego samego środowiska, tych samych schematów, tych samych ról. Byli fizycznie, lecz uczestniczyli w tak zwanym „drugim obiegu”, oczekując: „leczcie mnie” I oczekiwali, że zmiana się „utrzyma”.
Gdy pytam:
Co według ciebie miało się zmienić? słyszę:
„Miałem przestać chcieć. Miałem już być zdrowy. Miałem mieć spokój, miało być lepiej. Przecież fajny ze mnie facet tylko za dużo piję, jeśli tylko przestanę pić to pozostaje już tylko fajny facet, o co chodzi?”.
Chodzi o to, że to chore myślenie i oczekiwania. Problem nie leży więc w metodzie terapii, tylko w oczekiwaniu na natychmiastową poprawę samopoczucia. W braku zrozumienia, że terapia to nie naprawa – to droga w procesie. A zmiana nie jest na lepsze tylko na nowe. A nowe jest trudne bo nieznane. Mimo wielkiej dostępności do informacji nadal niewiele wiemy o terapii. My – społeczeństwo. Zgłębiamy naszą wiedzę w różnych obszarach nauki, natomiast w obszarze uczuć i emocji pozostajemy kompletnie niedouczeni.
„Wystarczy chcieć”. „Detoks to leczenie”. „Terapia to tylko gadanie”. A może…
Jednym z największych wrogów terapii nie są „nieskuteczne metody”, tylko głęboko zakorzenione mity. Zbudowane na półprawdach, skrótach myślowych i złudnych nadziejach.
Oto kilka najczęstszych:
„Wystarczy chcieć” – jakby wola miała tutaj cokolwiek do „gadania”. Obsesja uzależnienia nie poddaje się prostemu: „Postanowiłem i już”. To systematyczna praca nad sobą, wbrew lękom, impulsom i staremu JA.
„Detoks to leczenie” – nie. Detoks to przygotowanie do leczenia. To jakby sądzić, że usunięcie drzazgi z ręki załatwia temat zakażenia. Detoks oczyszcza ciało. Terapia leczy duszę.
„Terapia to tylko rozmowy” – tak, rozmawiamy. Ale te rozmowy zmieniają schematy. Uczą widzieć, co przeżywam. Jak unikam. Gdzie ranię.
„Po terapii jestem już zdrowy” – to jedno z najgroźniejszych przekonań. Bo daje fałszywe poczucie „zaliczenia”. Tymczasem uzależnienie to choroba chroniczna – trzeba ją nieustannie monitorować, regulować, rozumieć.
„Terapia to dla słabych” – jakby proszenie o pomoc było słabością. A przecież właśnie odwaga, by się przyznać, jest początkiem zmiany.
„Dowiem się, poczytam, pooglądam i załatwię sprawę” – Wiedza nie leczy. To relacja leczy, jest to działanie w którym jestem niestety najbardziej nieporadny. Znam przekonanie o terapii książkowej bardzo dobrze. Możesz popróbować sesji z AI, ale jeśli nie przećwiczysz zachowań, doświadczeń, informacji zwrotnych, zmiany filozofii życia to i tak nic z tego nie będzie.
Każde z tych przekonań – choć brzmi znajomo – działa jak piasek w trybach procesu leczenia. Zamiast wspierać, sabotuje.
Wyobraź sobie, że chcesz nauczyć się pływać, bo grozi ci utonięcie. Przestajesz wskakiwać do głębokiej wody. Dobrze. Ale czy to już znaczy, że umiesz pływać?
Podobnie jest z uzależnieniem. Zaprzestanie picia, brania, grania – to początek. Ulga. Czasem konieczność, by w ogóle móc rozpocząć proces. Ale samo „trzymanie się” nie uzdrowią. Nie sięga powodu, dla którego używałeś substancji czy zachowania.
Nie uzdrowi lęku przed bliskością. Ani potrzeby kontroli. Ani gniewu na świat. Ani pustki po dzieciństwie bez miłości.
Dlatego w terapii mówimy: nie chodzi tylko o abstynencję. Chodzi o zdrowienie. A zdrowienie to stan świadomości, system wartości, alternatywna filozofia życia wobec tej ustawionej na destrukcję.
Jeśli nie zmienię sposobu myślenia, reagowania, przeżywania – prędzej czy później wrócę do „czegoś”. Może nie do alkoholu. Może nie do narkotyku. Ale do pracy po 16 godzin, do relacji ratujących wszystkich, do izolacji. Bo uzależnienie to nie substancja. To sposób radzenia sobie ze sobą. Radzenia, tyle że szkodliwy.
Nie wszyscy, którzy przychodzą na terapię, są gotowi na zmianę. I to nie zarzut – to fakt. Często ludzie są na terapii, bo ktoś ich przysłał. Bo sąd kazał. Bo partner powiedział „albo to, albo koniec”. I to właściwie jest ok. Uważam, że nikt nie przychodzi do terapii z własnej woli. Nie znam osób, które siedziały sobie w fajnym, prawidłowo działającym systemie rodzinnym, w rozwijanym wciąż dobrostanie emocjonalnym i ekonomicznym i nagle wpadli na pomysł:
„Pójdę na terapię będzie jeszcze bardziej super”
I nie mam tu na myśli warsztatów, szkoleń i innych kurka kręgów, „kołczingów” czy innych podobnych. I żeby było jasne: nie mam nic przeciwko nim.
Chodzi mi o terapię zaburzeń emocji i popędów. Chodzi mi o zmianę. O uczciwość, otwartość i gotowość do zmiany. Tego nikt nie robi z „własnej woli”. Takie działanie wymaga sporo wyrzeczeń i bardzo ważnych celów.
Najczęstsze postawy, które blokują terapię:
To nieprawda, że „terapia to sprawa osoby uzależnionej”. To znaczy nie cała prawda. Żyjemy w kontekście. W relacjach. W systemie, który może wspierać albo nieustannie ciągnąć w dół.
Rola bliskich jest kluczowa – i złożona. Bo z jednej strony mogą dawać siłę, być latarnią w czasie kryzysu. Ale z drugiej – mogą (często nieświadomie) wzmacniać stare schematy: kontrolować, obwiniać, ratować, naciskać, nie ufać.
Czasem największą przeszkodą w terapii jest właśnie dom, do którego człowiek wraca. Gdzie wszystko „jest jak było”, tylko on nie pije, nie bierze lub coś tam.
Dlatego mówimy: zdrowieje nie tylko osoba uzależniona. Zdrowieje cała rodzina.
Bo tak zwane współuzależnienie to nie tylko „cierpienie z powodu picia męża”. To cały zestaw ról, przekonań i emocjonalnych zależności, które mogą sabotować zmianę – i nawet nie wiedzieć, że to robią.
Terapia działa lepiej, gdy bliscy są zaangażowani – ale nie kontrolują. Gdy wspierają – ale nie ratują. Gdy się uczą – tak samo jak pacjent. Natomiast to zaangażowanie powinno polegać na oddzielnym uczestniczeniu w sesjach grup wsparcia dla rodzin, w prowadzeniu i rozwijaniu własnych procesów zdrowienia które wejdą w coś co nazywam Projektem JA. Rozpoczęcie tego projektu to nauka i podłączenie się do zewnętrznych źródeł zasilania w postaci osób które wiedzą jak, bo same takie projekty realizują od lat w swoich rodzinach. No i uczestnictwo w grupach wsparcia dla rodzin daje moc, gdy „się nie uda”. Od lat prowadzę grupę POŁĄCZENI. Znajdź ich w tak zwanych mediach społecznościowych. Znajdź mnie i dodaj do tak zwanych „znajomych”, napisz kim jesteś i co Cię trapi, a ja dołączę Cię do POŁĄCZONYCH. Wtedy pomaganie nabierze innego znaczenia i zacznie być skuteczne.
Jeśli robisz coś od lat i to nie działa – przestań to robić i zacznij coś zupełnie innego. Bo Twoja metoda nie działa. Lecz są inne.
Kiedy ktoś po miesiącach abstynencji wraca do czynnego uzależnienia, często czuje wstyd tak głęboki, że nie potrafi spojrzeć w oczy ani terapeucie, ani sobie. „Zawiodłem”. „Już nie warto”. „To wszystko bez sensu”.
Ale czy na pewno?
Nawrót to nie koniec leczenia. To nagroda za rozmontowanie mechanizmów obronnych. Moment, w którym coś nie zadziałało. Coś się rozjechało. Coś wróciło. Regres jest częścią procesu zmiany.
I właśnie dlatego warto wrócić do terapii. Aby zrozumieć: co mnie złamało? Co pominąłem? Gdzie było pęknięcie?
Nawrót może być dramatem. Ale może być też punktem zwrotnym. Jeśli spojrzymy na niego jak na informację, a nie jak na wyrok. Nawrót nie jest równoznaczny w z powrotem do używania substancji bądź zachowań. Nawrót to odwrót. Odwrócenie się od siebie, od rodziny, od życia, od procesu zmiany.
Bo oczekuję cudu zamiast procesu. Bo wierzę w hasła zamiast w pracę. Bo uważam, że „wystarczy przestać” – zamiast zacząć rozumieć.
Ale też – bo wielu z nas nigdy nie miało szansy doświadczyć terapii, która daje relację, obecność i drogę, nie tylko techniki. Bo byłem „leczony” jako objaw, a nie jak człowiek.
A żeby zdrowieć – chcę być widziany. Nie tylko jako „uzależniony”. Ale jako osoba, która z jakiegoś powodu zaczęła się gubić.
Terapia działa. Nie każda, nie od razu. I nie zamiast życia – tylko razem z nim. Wszystko działa jeśli ja działam.
Samotność po 30., 40., 50. Jak budować relacje, gdy dotychczasowa sieć społeczna się kurczy?
Święta bez stresu? Psycholog zdradza, jak przeżyć ten czas w spokoju
Rozstanie jak żałoba – jak przeżyć stratę i odbudować siebie
Przemoc emocjonalna, love bombing, kontrola: te mechanizmy obnaża film „Dom dobry”
Jesienna chandra czy depresja sezonowa? Kiedy warto porozmawiać z psychologiem
Syndrom pustego gniazda – jak poradzić sobie, gdy dzieci opuszczają dom?
Serwis HaloDoctor ma charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny i w żadnym wypadku nie zastępuje konsultacji medycznej. W celu dokładnej diagnozy zalecany jest kontakt z lekarzem. Jeśli jesteś chory, potrzebujesz konsultacji lekarskiej, e‑Recepty lub zwolnienia lekarskiego umów wizytę teraz. Nasi lekarze są do Twojej dyspozycji 24 godziny na dobę!
Samotność po 30., 40., 50. Jak budować relacje, gdy dotychczasowa sieć społeczna się kurczy?
Święta bez stresu? Psycholog zdradza, jak przeżyć ten czas w spokoju
Rozstanie jak żałoba – jak przeżyć stratę i odbudować siebie
Przemoc emocjonalna, love bombing, kontrola: te mechanizmy obnaża film „Dom dobry”
Jesienna chandra czy depresja sezonowa? Kiedy warto porozmawiać z psychologiem
Syndrom pustego gniazda – jak poradzić sobie, gdy dzieci opuszczają dom?