Praca na Grenlandii to doświadczenie wyjątkowe pod wieloma względami. Surowy klimat, izolacja społeczna, unikalna kultura i wyzwania zdrowia psychicznego, z jakimi borykają się mieszkańcy, tworzą rzeczywistość, która wymaga nie tylko specjalistycznej wiedzy, ale również otwartości i wrażliwości na różnice kulturowe. O tym, co skłoniło ją do podjęcia tego wyzwania, jakie były najważniejsze lekcje zawodowe i osobiste oraz jakie refleksje przyniosła praca w tak specyficznym środowisku, opowiada Aleksandra Matuszek - psychoterapeutka psychoterapia online besure, która spędziła kilka miesięcy w tym niezwykłym zakątku świata.
Red.: Co skłoniło Panią do pracy na Grenlandii?
Aleksandra Matuszek: Wiele czynników wpłynęło na moją decyzję o wyjeździe. Przede wszystkim natura, której niewielkie próbki mogłam oglądać na zdjęciach, a która w rzeczywistości zapiera dech w piersiach. To pobudzało moją wyobraźnię i skłoniło do odwiedzenia tej największej na świecie wyspy. Pasjonują mnie wieloryby, a Grenlandia oferuje idealne warunki do ich obserwacji.
Odmienność kultury, inny klimat, obyczaje, a także psychiatria, z którą jestem związana od wielu lat, stanowiły ogromną inspirację. Zainteresowanie metodami leczenia, organizacją systemu opieki psychiatrycznej, planowaniem i transportem pacjentów między odległymi miejscowościami (około 80% Grenlandii pokrywa lądolód), z których wiele znajduje się w trudno dostępnych rejonach, sprawiało, że praca na Grenlandii wydawała mi się nie tylko interesująca, ale i pełna wyzwań.
Red. Jakie wyzwania psychoterapeutyczne są najbardziej powszechne wśród mieszkańców Grenlandii?
Wysoki wskaźnik samobójstw i ich konsekwencje
A.M.: Grenlandia zmaga się z licznymi wyzwaniami w zakresie zdrowia psychicznego. Wysoki wskaźnik samobójstw, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży, to ogromny problem- w tej grupie wiekowej Grenlandia ma jeden z najwyższych wskaźników samobójstw na świecie.
Uzależnienia, nadużycia i depresja
Uzależnienia od alkoholu i narkotyków, a także nadużycia seksualne, to powszechne problemy. Wielu pacjentów boryka się z depresją, a w połączeniu z trudnymi warunkami życia - długimi zimami, ograniczonym dostępem do pomocy psychiatrycznej i izolacją- stwarza to dodatkowe trudności w leczeniu. Dodatkowo, Grenlandczycy mają specyficzną kulturę i tożsamość, przez co rozmowy o emocjach bywają trudne, są raczej skryci i przeżycia wewnętrzne zostawiają dla siebie.
Warunki geograficzne również utrudniają ciągłość terapii, ponieważ dostęp do specjalistów bywa mocno ograniczony. Korzystają z pomocy terapeutów online, ale czas oczekiwania jest dość długi, a niestety nie zawsze jest to wystarczające.
Red.: Jak warunki życia na Grenlandii wpływają na zdrowie psychiczne?
Izolacja społeczna i jej skutki
A.M.: Zdecydowanie kultura i klimat mają ogromny wpływ na zdrowie psychiczne mieszkańców. Izolacja społeczna to jedno z największych wyzwań. Grenlandia to wyspa, na której nie ma dróg łączących poszczególne miejscowości. W tak małych społecznościach, gdzie liczba mieszkańców jest niewielka, a miejscowości oddalone od siebie, jedno samobójstwo dotyka prawie wszystkich-co ma swoje konsekwencje.
Ekstremalne warunki klimatyczne
A.M.: Zależność od natury to kolejny aspekt. Czasami na lot powrotny do domu trzeba czekać kilka dni lub tygodni, ponieważ warunki pogodowe uniemożliwiają transport. Zamarznięte morze blokuje swobodne przemieszczanie się drogą morską. Noc polarna to również wyzwanie, a także okres dnia polarnego, kiedy rytm dobowy jest całkowicie rozregulowany.

Red.: Czy napotkała Pani trudności związane z językiem lub kulturą podczas pracy na Grenlandii?
Język jako element tożsamości
A.M.: Chociaż porozumiewałam się w języku duńskim-który jest drugim językiem na Grenlandii, ponieważ kraj podlega jurysdykcji Danii – Grenlandczycy bardzo silnie identyfikują się ze swoim ojczystym językiem, Kalaallisut (język grenlandzki). Zdarzało się, że w sytuacjach kryzysu psychicznego pacjenci chcieli rozmawiać w ojczystym języku, co jest zrozumiałe, bo to część ich tożsamości i bliskość z korzeniami, a w kryzysie potrzebujemy poczucia bezpieczeństwa.
Próbowałam stworzyć mapę, która pomogłaby mi i pacjentowi poruszać się sprawnie w obszarze uczuć. I co ciekawe, pytając o tłumaczenie jednego słowa, np. „rozczarowanie”, zdarzało się, że odpowiedzi było kilka, w zależności od osoby, którą zapytałam.
Zaskakujące było także to, że np. w przypadku opisu śniegu, który w polskim języku ma jedno określenie, w Kalaallisut istnieje około 20 różnych terminów, a być może nawet więcej. Każde z nich wyraża inny aspekt tego zjawiska. To było ogromne wyzwanie, ale także niesamowita przygoda.
Znaczenie mimiki i ciszy
A.M.: Warstwa słowna to jedno, ale są też różnice kulturowe. Chciałabym uniknąć generalizacji, bo jesteśmy różni, ale w moim doświadczeniu Grenlandczycy to ludzie ciszy. Większość rzeczy dzieje się w środku, a czymś co umożliwia lepsze rozumienie jest odczytywanie mimiki rozmówcy. To jakby osobny język.
Red.: Jak mieszkańcy postrzegają pomoc psychologiczną?
A.M.: Z moich rozmów z mieszkańcami wynika, że pomoc psychologiczna i terapeutyczna jest postrzegana przede wszystkim jako forma pomocy w bardzo trudnych, kryzysowych sytuacjach-takich jak próby samobójcze czy poważne choroby psychiczne.
Zmiany w podejściu młodszych pokoleń
A.M.: Chociaż wciąż istnieje pewna stygmatyzacja wobec korzystania z pomocy psychoterapeutycznej, w ostatnich latach widoczna jest zmiana w tym podejściu. Współczesne pokolenia zaczynają bardziej otwarcie rozmawiać o swoich problemach emocjonalnych, ale nadal nie jest to łatwe, zwłaszcza w małych społecznościach, gdzie wszyscy się znają, a problem psychiczny może być traktowany jako tabu.
Red.: Czy praca z pacjentami na Grenlandii wymagała od Pani zmiany stylu pracy lub metod?
Nauka elastyczności i zrozumienia kontekstu kulturowego
A.M.: Zdecydowanie. W pierwszej kolejności musiałam odłożyć na bok część dotychczasowych metod i umiejętności, z których korzystałam na kontynencie. Pierwsze tygodnie to był czas adaptacji. Trudno było mi zaakceptować widok poroży reniferów wiszących na balkonach po polowaniach czy widok wieloryba sprzedanego na kawałki w lokalnym sklepie. Nie potrafiłam tego połączyć z mindsetem, który miałam wcześniej. To zajęło czas i wymagało zrozumienia. Odpuszczenia i otwarcia się na nowe...
To samo działo się w pracy. Skupiłam się na poznaniu pacjenta, uważnym słuchaniu i obserwacji tego, co dookoła. Oczywiście, zazwyczaj robię to z każdym pacjentem, ale tam miałam poczucie, że jest to coś zupełnie nowego.
Rola historii i tożsamości w pracy terapeutycznej
A.M.: Zdecydowanie większy nacisk położyłam na zrozumienie pacjentów w kontekście ich lokalnych uwarunkowań. W mojej pracy ważne jest dla mnie rozumienie objawów i tego, co za nimi stoi, jak można rozumieć je w kontekście historii pacjenta, jakie jest ich znaczenie. To często wymaga znajomości kontekstu kulturowego oraz lokalnych zasad współżycia. Jest także historia Grenlandii, która wywarła ogromny wpływ na mieszkańców wyspy. Stosunek do dawnego kolonizatora – Danii – nie jest zawsze pozytywny, zwłaszcza w starszych pokoleniach. Pomimo że młodsze pokolenia mają już inne doświadczenia, historia nadal wpływa na młodsze.
To, co bardzo mi pomagało, to otwartość i serdeczność kolegów, z którymi współpracowałam. To była nieoceniona pomoc i skarbnica wiedzy.
Red.: Czy któraś z historii lub doświadczeń pacjentów na Grenlandii szczególnie utkwiła Pani w pamięci?
Wyzwania opieki psychiatrycznej na odległych terenach
A.M.: Tak, było ich kilka. Nie mogę opowiedzieć o szczegółach, ponieważ jestem zobowiązana do tajemnicy zawodowej, a przypadki te były bardzo charakterystyczne.
Często pacjenci trafiają do szpitala psychiatrycznego w bardzo ciężkim stanie psychicznym, ale w Grenlandii jest tylko jeden oddział psychiatryczny, zaledwie 12-łóżkowy, co momentami nie wystarcza, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na pomoc. Większość pacjentów pochodzi z odległych miejscowości, a transport z tych rejonów bywa bardzo trudny i kosztowny, zarówno drogą morską, jak i powietrzną.
To szczególnie utrudnia zapewnienie pacjentowi ciągłej opieki. W jednym przypadku, po zakończeniu hospitalizacji, zorganizowałam spotkania z pacjentką i jej przyjaciółką, która jeszcze oczekiwała na transport do innej miejscowości, aby przekazać jej narzędzia do radzenia sobie z głosami, które słyszała, oraz wskazać techniki, które mogłyby pomóc w radzeniu sobie z nimi.
Chciałam także zaangażować przyjaciółkę, aby w razie trudnej sytuacji wiedziała, jak rozmawiać z pacjentką.
Red.: Jak ta praca wpłynęła na Pani rozwój zawodowy i osobisty?
A.M.: Praca na Grenlandii była dla mnie ogromnym doświadczeniem, które wymagało nie tylko umiejętności zawodowych, ale i pokory. Nauczyłam się, jak ważne jest, by mieć uważność na to, że pacjent jest ekspertem od swojego życia, a rola terapeuty to przede wszystkim stworzenie bezpiecznej przestrzeni i warunków do opowiedzenia swojej historii.
Odpowiednia postawa, zaciekawienie i sposób zadawania pytań, uważność na gotowość pacjenta do odsłonięcia się - to klucz do terapii. To także nauczyło mnie elastyczności w podejściu do terapii, nie zamykania się w jednym podejściu.

Red.: Jak radziła sobie Pani z własnym dobrostanem psychicznym w tak odizolowanym i wymagającym środowisku?
Znaczenie balansu między pracą a życiem osobistym
A.M. Poczucie bycia razem to chyba sedno. Czas z bliskim. Byłam tam z rodziną w okresie letnim. Oznaczało to 24-godzinny dzień. Trudno było przyzwyczaić się do braku nocy, dlatego dbaliśmy o odpowiednie zaciemnienie pomieszczeń. Ważne było, aby nie dopuścić do deprywacji snu.
Pomagał mi również...taniec. Staram się tańczyć codziennie w domu. W wolnym czasie organizowaliśmy wyprawy motorówką i trekkingi po górach, które były doskonałą formą relaksu i odpoczynku. Dzięki takim aktywnościom udało się zrównoważyć intensywną pracę. Oczywiście, dużym wsparciem były także rozmowy telefoniczne z przyjaciółmi i bliskim.
Red.: Jakie wnioski wyniosła Pani z pracy na Grenlandii, które mogłyby być przydatne w innych miejscach na świecie?
Zasoby, które często pozostają niezauważone
A.M. Zrozumiałam, jak wiele zasobów mamy w Europie i jak często nie dostrzegamy ich pełnego potencjału. Czasami wystarczy zmienić perspektywę, aby zauważyć, że to, czego potrzebujemy, już mamy – wystarczy spojrzeć na sytuację z punktu widzenia zasobów, a nie braków.
Budowanie mostów międzyludzkich ponad różnicami kulturowymi
A.M. W pracy z pacjentem kluczowe jest nie tylko posługiwanie się językiem i technikami, ale przede wszystkim jakość kontaktu i emocjonalna więź, która jest budowana. To coś niewidzialnego, delikatnego, ale przy tym bardzo cennego i leczącego.
Czasami nawet wspólny spacer może być bardziej pomocny niż długie rozmowy. Dla mnie to doświadczenie było nauką o tym, jak ważne jest, aby unikać szablonów, być otwartym i gotowym do słuchania, co pozwala tworzyć głębokie relacje terapeutyczne. Choć żyjemy w różnych częściach świata, pragniemy tego samego – miłości, akceptacji, szacunku, poczucia bezpieczeństwa i przynależności.
Te uniwersalne potrzeby są wspólne dla każdego z nas, niezależnie od języka, koloru skóry czy miejsca zamieszkania. To one stanowią fundament wszystkich naszych relacji i sprawiają, że pomimo różnic potrafimy się zrozumieć. Każda kultura wyraża te potrzeby w inny sposób, ale gdzieś w głębi dążymy do tego by być widzianym, wysłuchanym i kochanym. I to właśnie te wartości – serdeczność, empatia, wzajemny szacunek – tworzą mosty, które łączą nas, niezależnie od tego, gdzie jesteśmy.
Fot. Aleksandra Matuszek
Samotność po 30., 40., 50. Jak budować relacje, gdy dotychczasowa sieć społeczna się kurczy?
Święta bez stresu? Psycholog zdradza, jak przeżyć ten czas w spokoju
Rozstanie jak żałoba – jak przeżyć stratę i odbudować siebie
Przemoc emocjonalna, love bombing, kontrola: te mechanizmy obnaża film „Dom dobry”
Jesienna chandra czy depresja sezonowa? Kiedy warto porozmawiać z psychologiem
Syndrom pustego gniazda – jak poradzić sobie, gdy dzieci opuszczają dom?
Serwis HaloDoctor ma charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny i w żadnym wypadku nie zastępuje konsultacji medycznej. W celu dokładnej diagnozy zalecany jest kontakt z lekarzem. Jeśli jesteś chory, potrzebujesz konsultacji lekarskiej, e‑Recepty lub zwolnienia lekarskiego umów wizytę teraz. Nasi lekarze są do Twojej dyspozycji 24 godziny na dobę!
Samotność po 30., 40., 50. Jak budować relacje, gdy dotychczasowa sieć społeczna się kurczy?
Święta bez stresu? Psycholog zdradza, jak przeżyć ten czas w spokoju
Rozstanie jak żałoba – jak przeżyć stratę i odbudować siebie
Przemoc emocjonalna, love bombing, kontrola: te mechanizmy obnaża film „Dom dobry”
Jesienna chandra czy depresja sezonowa? Kiedy warto porozmawiać z psychologiem
Syndrom pustego gniazda – jak poradzić sobie, gdy dzieci opuszczają dom?