Czy Twoja niezależność to wyraz siły – czy może zbroja chroniąca przed bliskością? Psychoterapeutka i psycholożka Aleksandra Matuszek z Psychoterapia Online BeSure pokazuje, że pragnienie autonomii może być zarówno zdrową potrzebą, jak i mechanizmem obronnym ukrywającym lęk przed zależnością i odrzuceniem.
Współczesna potrzeba autonomii może być zarówno oznaką emocjonalnej dojrzałości, jak i subtelnym mechanizmem obronnym. Dojrzałość polega na tym, że nie uzależniamy swojego poczucia wartości od drugiej osoby, potrafimy być sami i dbać o siebie. Ale bywa też odwrotnie – autonomia staje się zbroją, za którą ukrywamy lęk przed zależnością, odrzuceniem, bezradnością.
Granica między tymi dwoma motywacjami jest cienka – często ukryta nawet przed nami samymi. Zdarza się, że pojawia się pragnienie osiągnięcia autonomii, a potem… pustka.
Czy ona tam naprawdę jest?
Może mamy doświadczenia z dzieciństwa, które wpłynęły na to, jak dziś widzimy relacje. Może matka, będąc w nieszczęśliwej relacji, powtarzała córce: „zawsze musisz liczyć tylko na siebie”. Może doświadczyliśmy związku, w którym wyuczony schemat dawania okazał się niezdrowy – i teraz, chcąc uniknąć powtórzenia, aktywujemy anty-schemat… który w gruncie rzeczy prowadzi nas w podobne miejsce.
W świecie Tindera, scrollowania i niekończących się możliwości relacje zaczynają przypominać wybór produktu – szybki przegląd, decyzja, odrzut, nowa próba. Nadmiar opcji nie zwiększa naszej zdolności do miłości, a raczej może ją osłabiać.
Budowanie głębokich więzi wymaga czasu, zaangażowania, kompromisów – a tego coraz częściej unikamy, bo „gdzieś tam może być ktoś lepszy” albo boimy się, że się zatracimy.
W rezultacie zostajemy z relacjami szerokimi, ale płytkimi – i z poczuciem pustki, której nie wypełni żadna kolejna randka.
Współczesna samodzielność bywa mylona z niepotrzebowaniem innych. Jednak nieprzywiązywanie się wcale nie oznacza siły – czasem to tylko wyuczona reakcja: „nie licz na nikogo, nie rozczarujesz się”. Głęboka relacja wymaga odsłonięcia się, a to budzi lęk.
Jak zauważa Irvin D. Yalom:
„Bliskość oznacza ryzyko. Bliskość oznacza, że wystawiamy się na zranienie, ale tylko wtedy możemy naprawdę się spotkać i wzrastać.”
Nie lubię mówić, jak jest „naprawdę”, bo tego nie wiem – i wierzę, że każdy ma swoją prawdę. Zauważam jednak pewną trudność w tym obszarze – jakbyśmy zapominali, jak to jest być z kimś blisko, naprawdę. Bez kontroli, bez masek, bez planu awaryjnego.
Bycie w relacji to też momenty wspólnej słabości, współbycia w niewygodzie, w nieidealności. I to właśnie tam zaczyna się więź.
Żyjemy w świecie, który nie uczy cierpliwości. Chcemy wszystkiego – natychmiast, łatwo, bez wysiłku. Oczekujemy, że relacja „zaskoczy”, „będzie działać”, „sama się ułoży”. Gdy pojawiają się trudności, zamiast rozmowy i pracy, przychodzi myśl: „to chyba nie to”.
To trochę jak zakochanie – intensywne, szybkie, ekscytujące. Ale zakochanie to dopiero początek. Miłość wymaga obecności, zaangażowania, gotowości do bycia z drugim także wtedy, gdy jest trudno.
To jedna strona medalu. Z drugiej jednak – jako terapeuta widzę, że wielu ludzi w głębi siebie tęskni za czymś więcej. Za kimś, z kim można być naprawdę. Za relacją, która daje nie tylko ekscytację, ale też ukojenie i bezpieczeństwo.
Sesje terapeutyczne często stają się takim miejscem – przestrzenią zatrzymania. Jakby ktoś na chwilę wysiadał z rozpędzonego pociągu codzienności i pytał: „jak ja mam?”, „czego tak naprawdę szukam?”.
I czasem okazuje się, że pod powierzchnią „nie potrzebuję nikogo” kryje się cicha, ale bardzo żywa potrzeba więzi.
Tak – ale tylko wtedy, gdy obie strony są gotowe na świadome budowanie relacji, w której różnice nie dzielą, a wzbogacają. Indywidualność nie wyklucza więzi – przeciwnie, autentyczne „ja” może istnieć tylko w relacji z autentycznym „ty”.
Zdrowa relacja to nie fuzja dwóch połówek, ale spotkanie dwóch całości. To nie zatrata siebie, lecz rozwój obok siebie.
Granica między zdrową niezależnością a emocjonalnym unikaniem jest subtelna. Jeśli autonomia staje się murem, który nie przepuszcza bliskości – to już nie wolność, ale samotność z wyboru, często podszyta lękiem.
Prawdziwa wolność to nie ucieczka od więzi, lecz wybór relacji, która nie więzi – lecz wspiera. Czasem najodważniejszym aktem niezależności jest… pozwolenie sobie na bycie zależnym – emocjonalnie, autentycznie, świadomie.
Jak pisze Esther Perel: „Autonomia nie wyklucza więzi. To właśnie poczucie bezpieczeństwa w relacji pozwala nam w pełni być sobą.”
Samotność po 30., 40., 50. Jak budować relacje, gdy dotychczasowa sieć społeczna się kurczy?
Święta bez stresu? Psycholog zdradza, jak przeżyć ten czas w spokoju
Rozstanie jak żałoba – jak przeżyć stratę i odbudować siebie
Przemoc emocjonalna, love bombing, kontrola: te mechanizmy obnaża film „Dom dobry”
Jesienna chandra czy depresja sezonowa? Kiedy warto porozmawiać z psychologiem
Syndrom pustego gniazda – jak poradzić sobie, gdy dzieci opuszczają dom?
Serwis HaloDoctor ma charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny i w żadnym wypadku nie zastępuje konsultacji medycznej. W celu dokładnej diagnozy zalecany jest kontakt z lekarzem. Jeśli jesteś chory, potrzebujesz konsultacji lekarskiej, e‑Recepty lub zwolnienia lekarskiego umów wizytę teraz. Nasi lekarze są do Twojej dyspozycji 24 godziny na dobę!
Samotność po 30., 40., 50. Jak budować relacje, gdy dotychczasowa sieć społeczna się kurczy?
Święta bez stresu? Psycholog zdradza, jak przeżyć ten czas w spokoju
Rozstanie jak żałoba – jak przeżyć stratę i odbudować siebie
Przemoc emocjonalna, love bombing, kontrola: te mechanizmy obnaża film „Dom dobry”
Jesienna chandra czy depresja sezonowa? Kiedy warto porozmawiać z psychologiem
Syndrom pustego gniazda – jak poradzić sobie, gdy dzieci opuszczają dom?