Publikowanie zdjęć dzieci w mediach społecznościowych stało się powszechną praktyką wielu rodziców. Ale czy zawsze zdajemy sobie sprawę z możliwych konsekwencji takich działań? O psychologicznych motywach sharentingu, jego wpływie na rozwój dziecka oraz granicach prywatności rozmawiamy z psycholożką i psychoterapeutką Barbarą Wesołowską-Budką z Poradni Zdrowia Psychicznego Psychoklinika.
Barbara Wesołowska-Budka: Cóż, kiedy pojawia się dziecko, całe nasze życie przewraca się do góry nogami. Nagle świat kręci się wokół tego małego cudu. Czujemy ogromną radość, dumę, a każdy uśmiech, każde nowe słowo, każdy mały sukces to dla nas powód do świętowania. I naturalnie, chcemy się tym dzielić! Chcemy, żeby inni też zobaczyli, jacy jesteśmy szczęśliwi, jakie mamy cudowne dziecko. Media społecznościowe dają nam taką, wydawałoby się, prostą i szybką możliwość.
Często jest też tak, że potrzebujemy potwierdzenia. Wrzucamy zdjęcie maluszka i czekamy na te „serduszka”, na te miłe komentarze: „Jaki słodziak!”, „Cudowne dziecko!”. To takie małe, cyfrowe poklepanie po plecach, które mówi nam: „Jesteś super rodzicem!”. To buduje nasze poczucie wartości, zwłaszcza w nowej roli, która bywa przecież tak wymagająca.
Pomyślcie też o utrzymywaniu więzi. Ile macie bliskich, którzy mieszkają daleko? Dziadkowie, ciocie, kuzynostwo... Publikując zdjęcia, czujemy, że oni też uczestniczą w życiu naszej rodziny, że są na bieżąco, że widzą, jak rośnie ich ukochany wnuczek czy siostrzenica. To taki sposób na bycie razem, na przeżywanie tych pięknych chwil, mimo że dzielą nas kilometry.
I jeszcze jedno – dla wielu z nas to cyfrowy album wspomnień. Sama to widzę! Wrzucamy zdjęcia, opisujemy, co się działo, żeby mieć to wszystko uporządkowane. Myślimy: „Kiedyś będę mogła do tego wrócić i powspominać”. To taka współczesna wersja tych ciężkich, papierowych albumów, tyle że dostępna dla szerszego grona.
Często dochodzi do tego też presja otoczenia. Widzimy, że inni rodzice „szaleją” na Instagramie ze swoimi dziećmi. Czujemy, że może i my powinniśmy. Nie chcemy być gorsi, boimy się, że ktoś pomyśli, że nie jesteśmy wystarczająco dumni z naszych pociech. To taka niepisana zasada, która potrafi subtelnie wpływać na nasze wybory.
B.W.-B.: No właśnie, to jest ten moment, kiedy musimy spojrzeć dalej niż czubek własnego nosa. Bo sharenting, pomimo najlepszych intencji, może mieć cienie, które ujawnią się, kiedy dziecko dorośnie. Wyobraźcie sobie, że wkraczacie w dorosłość i odkrywacie, że całe Wasze dzieciństwo, od pieluchy po pierwsze potknięcia w szkole, jest na widoku, dla każdego, kto tylko zechce to zobaczyć.
Dziecko może poczuć, że nie miało wpływu na swoją własną opowieść. To nie ono decydowało, co i jak zostanie pokazane światu. Te decyzje podjęli rodzice. Może to prowadzić do poczucia, że jego prywatność została naruszona, że jego autonomia nie była respektowana. Ktoś inny napisał jego cyfrową biografię, bez pytania o zgodę.
To może mieć ogromny wpływ na samoocenę. Jeśli dorastający człowiek natrafia w sieci na zdjęcia, które uważa za żenujące, śmieszne, albo po prostu niezgodne z tym, kim jest teraz, może poczuć wstyd, zażenowanie, a nawet złość. Taki obraz, stworzony przez rodziców, może totalnie zderzyć się z tym, jak dziecko postrzega siebie.
W bardziej skrajnych sytuacjach, kiedy dziecko jest non stop w centrum uwagi, oceniane przez pryzmat publicznych reakcji, może mieć trudności z budowaniem własnej tożsamości. Zamiast odkrywać, kim naprawdę jest, może czuć ciągłą presję, by spełniać czyjeś oczekiwania, by być „tą z Internetu”, zamiast rozwijać swoje prawdziwe „ja”.
Musimy też pamiętać o cyberprzemocy. Niestety, zdjęcia z dzieciństwa, nawet te najbardziej niewinne, mogą stać się obiektem żartów, hejtu, albo co gorsza, manipulacji. To potrafi zostawić naprawdę głębokie, bolesne rany w psychice dorastającego człowieka.
B.W.-B.: To jest absolutnie fundamentalna sprawa. Dziecko, nawet to najmniejsze, to przecież istota ludzka z własnymi prawami i swoją godnością. Pytanie o to, kiedy powinno mieć swój głos w sprawie publikacji swojego wizerunku, jest złożone, ale niezwykle ważne.
Już w wieku przedszkolnym dzieci zaczynają rozumieć, co to znaczy „prywatność”. Rozumieją, że nie wszystko chcą pokazywać wszystkim. Mogą nie chcieć, żeby ich zdjęcie w piżamce widzieli koledzy z przedszkola. To jest ten moment, kiedy warto zacząć z nimi szczerze rozmawiać, tłumaczyć.
Około 7-8 roku życia, dzieci są już w stanie wyrazić świadomą zgodę lub sprzeciw. Rozumieją, że Internet to ogromny świat, że to, co raz trafi do sieci, tam zostanie. To jest ten czas, kiedy powinniśmy bezwzględnie pytać o zgodę przed każdym opublikowaniem zdjęcia. I jeśli dziecko mówi „nie”, to „nie” jest ostateczne. Bez dyskusji.
W okresie nastoletnim, czyli mniej więcej od 13. roku życia, młody człowiek ma już pełne prawo do decydowania o swoim wizerunku. Ma świadomość konsekwencji, ryzyka. Jeśli rodzice publikują coś bez jego zgody, może to być postrzegane jako poważne naruszenie jego autonomii i prywatności, co w konsekwencji potrafi zniszczyć zaufanie w relacji.
Dajmy im ten głos, dajmy im możliwość decydowania. To buduje ich poczucie sprawczości, uczy odpowiedzialności za swoje decyzje i szacunku do samego siebie. To także uczy ich, że ich granice są ważne i że inni powinni je szanować. To jest budowanie zdrowej samoświadomości.
B.W.-B.: Oj, komercyjny sharenting to temat, który wywołuje u mnie całe morze troski. Kiedy dziecko staje się dosłownie narzędziem do zarabiania pieniędzy, sytuacja robi się nie tylko skomplikowana, ale często, niestety, po prostu krzywdząca.
Przede wszystkim, dzieci w takim układzie są pod nieprawdopodobną presją. Muszą być zawsze „na zawołanie”, zawsze uśmiechnięte, zawsze idealnie pozować, spełniać oczekiwania. To odbiera im swobodę, naturalność dzieciństwa. Zamiast beztroskiej zabawy, są w pracy, często nawet o tym nie wiedząc.
Pamiętajmy, że dziecko influencera często traci prawo do prywatności niemal w stu procentach. Każdy aspekt jego życia może stać się „treścią” do publikacji, bo przecież to „sprzedaje”, to „klika się”. A to ma olbrzymie, nierzadko tragiczne, konsekwencje dla zdrowego rozwoju psychicznego.
Może pojawić się poważne zaburzenie obrazu siebie. Dziecko może zacząć postrzegać swoją wartość wyłącznie przez pryzmat „lajków”, komentarzy i zasięgów. Zamiast budować poczucie własnej wartości na podstawie własnych osiągnięć, talentów i prawdziwych relacji, opiera je na zewnętrznej aprobacie, która jest przecież tak ulotna.
Jest też kwestia wykorzystywania. Dziecko nie ma pełnej świadomości konsekwencji swoich decyzji, nie rozumie skali komercyjnego wykorzystania swojego wizerunku. A rodzice, często niestety zaślepieni wizją szybkich zysków, mogą nie dostrzegać, jak bardzo w tym procesie krzywdzą swoje własne pociechy.
Wreszcie, to może prowadzić do alienacji. Dziecko może czuć się inne, wystawione na publiczny widok, co potrafi znacząco utrudniać budowanie zdrowych, autentycznych relacji z rówieśnikami, którzy żyją „normalnie”, poza światem fleszy i kamer.
B.W.-B.: Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie, że dziecko to nie jest nasza własność ani przedłużenie nas samych, tylko odrębna, pełnoprawna osoba. To fundamentalna zmiana perspektywy, która pomaga zacząć myśleć o sharentingu inaczej.
Psycholog może pomóc rodzicom zrozumieć, skąd tak naprawdę wynika ich potrzeba dzielenia się zdjęciami. Czy jest to prawdziwa radość, czy może lęk przed oceną, czy może potrzeba potwierdzenia własnej wartości? To ważne pytania.
W terapii czy konsultacji rodzice uczą się też słuchać swojego dziecka i szanować jego granice. To praktyka, która wymaga czasu i cierpliwości, ale jest absolutnie kluczowa.
Dobrym sposobem jest wypracowanie wspólnych zasad dotyczących publikacji zdjęć i informacji o dziecku. Zasady te powinny być elastyczne i zmieniać się wraz z wiekiem dziecka, ale zawsze z poszanowaniem jego woli.
Psycholog pomoże również w budowaniu poczucia bezpieczeństwa i zaufania w relacji rodzic–dziecko, co jest podstawą do otwartych rozmów na temat prywatności i tożsamości.
Ważne jest także uświadomienie sobie, że prawdziwa radość z rodzicielstwa nie musi być pokazywana światu na każdym kroku. Czasem najpiękniejsze momenty pozostają tylko naszą, rodzinną tajemnicą.
B.W.-B.: Przede wszystkim – tradycyjne, rodzinne albumy. Papierowe, gdzie zdjęcia są przechowywane bezpiecznie, do których można wrócić i które są dostępne tylko dla najbliższych.
Coraz popularniejsze stają się też prywatne grupy w mediach społecznościowych, do których dostęp mają tylko wybrane osoby. Tam rodzice mogą dzielić się zdjęciami i informacjami w bezpieczniejszym gronie.
Można też tworzyć cyfrowe dzienniki lub blogi dostępne tylko na hasło, gdzie rodzina i bliscy mają dostęp, ale nie jest to publiczne.
Specjaliści zachęcają także do dokumentowania ważnych chwil w formie zapisków, rysunków, nagrań audio, które są bardziej osobiste i często bardziej wartościowe niż dziesiątki zdjęć.
Kluczowe jest także uczenie dzieci od najmłodszych lat o prywatności i odpowiedzialności w Internecie, co pozwoli im w przyszłości mądrze zarządzać swoim cyfrowym wizerunkiem.
B.W.-B.: Kiedy dorosły już człowiek, nasza pociecha, natrafia na swoje zdjęcia z dzieciństwa w Internecie, to może wywołać prawdziwą burzę emocji. To jest trochę jak otwarcie skrzynki Pandory, z której wyskakują nie zawsze przyjemne rzeczy.
Na początku może pojawić się ciekawość, a nawet rozbawienie. "O rany, pamiętam to!", "Ale byłem/byłam mały/mała i słodki/słodka!". To taki moment nostalgii, miły powrót do beztroskiej przeszłości.
Ale zaraz potem, a czasem wręcz natychmiast, może pojawić się zażenowanie, a nawet wstyd. Szczególnie jeśli są to zdjęcia, które ukazują intymne momenty, takie jak kąpiel, spanie, albo takie, na których dziecko wygląda niekorzystnie, albo jest w jakiejś bardzo śmiesznej, komicznej sytuacji.
To, co dla rodzica jest urocze i niewinne, dla dorastającego człowieka może być źródłem głębokiego dyskomfortu i poczucia upokorzenia.
Bardzo silnym uczuciem może być złość i frustracja. Złość na rodziców, że podjęli decyzję o publikacji bez jego zgody, bez zastanowienia się nad długoterminowymi konsekwencjami. Frustracja, że nie ma kontroli nad własnym wizerunkiem, że te zdjęcia są dostępne dla wszystkich, niezależnie od tego, czy chce je pokazywać światu, czy nie.
Może pojawić się też poczucie bezradności. Te zdjęcia tam po prostu są i nie da się ich tak po prostu usunąć z sieci. To poczucie, że część ich życia została utrwalona i jest poza ich kontrolą, co może być dla nich naprawdę trudne do zaakceptowania.
W skrajnych przypadkach, to wszystko może prowadzić do poważnego lęku społecznego, obawy przed oceną, wyśmianiem. To, co miało być piękną pamiątką, staje się obciążeniem, piętnem.
Dlatego tak ważne jest, abyśmy, jako rodzice, myśleli zawsze przyszłościowo i z wyprzedzeniem o tym, co i w jaki sposób udostępniamy światu. Pamiętajmy, że te zdjęcia to część historii naszych dzieci, a nie naszej własnej.
Przebodźcowanie dzieci w święta – jak je rozpoznać i łagodnie reagować?
Świąteczne prezenty pod lupą. Lekarze pokazują gablotę grozy: to naprawdę połykają dzieci!
Syndrom „grzecznej dziewczynki”: dlaczego córka nigdy nie mówi „nie” i czym to grozi?
Wysoko wrażliwe dziecko – jak rozpoznać i jak wspierać, by nie przeciążyć emocjonalnie?
Jak wspierać dziecko w adaptacji do nowych sytuacji: szkoła, przeprowadzka, zmiana otoczenia?
Psychoterapia rodzinna – jak pomaga w poprawie relacji i wychowaniu dzieci?
Serwis HaloDoctor ma charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny i w żadnym wypadku nie zastępuje konsultacji medycznej. W celu dokładnej diagnozy zalecany jest kontakt z lekarzem. Jeśli jesteś chory, potrzebujesz konsultacji lekarskiej, e‑Recepty lub zwolnienia lekarskiego umów wizytę teraz. Nasi lekarze są do Twojej dyspozycji 24 godziny na dobę!
Przebodźcowanie dzieci w święta – jak je rozpoznać i łagodnie reagować?
Świąteczne prezenty pod lupą. Lekarze pokazują gablotę grozy: to naprawdę połykają dzieci!
Syndrom „grzecznej dziewczynki”: dlaczego córka nigdy nie mówi „nie” i czym to grozi?
Wysoko wrażliwe dziecko – jak rozpoznać i jak wspierać, by nie przeciążyć emocjonalnie?
Jak wspierać dziecko w adaptacji do nowych sytuacji: szkoła, przeprowadzka, zmiana otoczenia?
Psychoterapia rodzinna – jak pomaga w poprawie relacji i wychowaniu dzieci?