Moja partnerka miała złą cytologię, ginekolog, która ją prowadzi oprócz wielu innych suplementów, przepisała jej tabletki antykoncepcyjne hormonalne, które brała przez pół roku, czyli od kwietnia do września i skończyła je brać kilka dni po łyżeczkowaniu które miała robione 31.08. Pod koniec lipca miała wizytę kontrolną u wyżej wspomnianej pani (31.07) i w ten sam dzień współżyliśmy po wizycie. Równy miesiąc później miała się stawić na zabieg kolposkopie z wycinkami i łyżeczkowaniem, które teoretycznie nie było planowane, ale okazało się, że ma polipy i w trakcie znieczulenia podjęli decyzję, że trzeba zrobić łyżeczkowanie. Pani „doktor” uczestnicząca w zabiegu przeprowadziła USG i zdecydowała o konieczności łyżeczkowania nie robiąc bety hcg, żeby upewnić się, czy przypadkiem nie jest w ciąży. 5 tygodni po zabiegu, czyli w zeszły czwartek udaliśmy się na wizytę kontrolną do pani ginekolog, która po szczegółowym wywiadzie o naszym współżyciu i z niedowierzaniem stwierdziła, że jest w 8 tygodniu ciąży i rzekomo wszystko jest w porządku (z czego wynika, że podczas łyżeczkowania była w 4 tygodniu). Czy jest ktoś to w stanie logicznie wytłumaczyć i jednocześnie określić skalę niekompetencji grona lekarzy z owego szpitala?
Odpowiedzi pacjentów
Dodaj odpowiedź