Kwas hialuronowy to obecnie jeden z najpopularniejszych składników w kosmetyce i medycynie estetycznej. Znajdziemy go w kremach, serum, a także w gabinetach lekarskich jako wypełniacz. Wokół jego stosowania narosło jednak wiele pytań. Czy substancja, która potrafi tak diametralnie zmienić wygląd skóry, jest w pełni bezpieczna dla naszego zdrowia?
To naturalny składnik ludzkiego organizmu
Głównym powodem, dla którego kwas hialuronowy wykazuje tak wysoki profil bezpieczeństwa, jest fakt, że naturalnie występuje on w naszym organizmie. Znajduje się w skórze, mazi stawowej oraz w gałce ocznej. Jego podstawową funkcją jest wiązanie wody – jedna cząsteczka kwasu potrafi związać nawet tysiąc razy więcej wody, niż sama waży. Z wiekiem jego ilość maleje, stąd potrzeba uzupełniania go z zewnątrz. Ponieważ organizm „zna” tę substancję, ryzyko wystąpienia reakcji alergicznej na czysty kwas hialuronowy jest bliskie zeru.
Bezpieczeństwo w pielęgnacji domowej
Stosowanie kwasu hialuronowego w formie kosmetyków (kremów, toników czy serum) jest całkowicie bezpieczne i nieinwazyjne. Może być używany przez osoby z każdym typem cery – od suchej, przez trądzikową, aż po ekstremalnie wrażliwą.
Zabiegi estetyczne – gdzie tkwi ryzyko?
W przypadku medycyny estetyczno-naprawczej, gdzie stosuje się usieciowany kwas hialuronowy wstrzykiwany w głębokie warstwy skóry, kwestia bezpieczeństwa zależy od dwóch kluczowych czynników: jakości preparatu oraz umiejętności osoby wykonującej zabieg.
Sam preparat renomowanej marki jest bezpieczny i z czasem ulega całkowitej, naturalnej biodegradacji. Ryzyko powikłań, takich jak grudki, przemieszczenie się preparatu czy – w skrajnych przypadkach – martwica tkanek, wynika niemal wyłącznie z błędów technicznych. Dlatego kluczowe jest wybieranie certyfikowanych lekarzy, którzy doskonale znają anatomię twarzy i wiedzą, jak zareagować w razie komplikacji (np. podając hialuronidazę, czyli enzym rozpuszczający kwas).
Podsumowując: kwas hialuronowy to bezpieczna, wszechstronna i doskonale przebadana substancja. Planując zabiegi iniekcyjne, postaw na bezpieczeństwo i oddaj się w ręce lekarza posiadającego certyfikat umiejętność zawodowej medycyna estetyczno-naprawcza (KOD 028).
To jedno z najczęstszych pytań, jakie pada w gabinetach medycyny estetycznej. Przez lata narosło wokół niego wiele mitów – mm.in. taki, że toksyna botulinowa jest zarezerwowana wyłącznie dla dojrzałych kobiet po pięćdziesiątce. Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. W nowoczesnej medycynie estetycznej botoks to przede wszystkim profilaktyka. Kiedy zatem nadejdzie ten właściwy moment na pierwszy zabieg?
Najprostsza odpowiedź brzmi: wtedy, gdy linie mimiczne przestają znikać po rozluźnieniu twarzy. Stań przed lustrem. Zmarszcz brwi, uśmiechnij się szeroko, a potem rozluźnij mięśnie. Jeśli w miejscach zgięć skóry – na przykład między brwiami (tzw. lwia zmarszczka) lub wokół oczu (kurze łapki) – nadal widzisz delikatne, utrwalone kreski, to znak, że skóra zaczyna tracić elastyczność. Toksyna botulinowa działa poprzez czasowe zablokowanie przewodnictwa nerwowo-mięśniowego. Rozluźnia mięsień, dając skórze czas na regenerację i zapobiegając pogłębianiu się załamań.
Wiek metrykalny ma tutaj drugorzędne znaczenie. U niektórych osób pierwsze utrwalone zmarszczki mimiczne pojawiają się już w wieku 25 lat, podczas gdy inne nie potrzebują zabiegu aż do trzydziestki lub dłużej. Wszystko zależy od indywidualnej genetyki, budowy anatomicznej twarzy oraz naszej ekspresji. Osoby o bogatej mimice, które często mrużą oczy przed słońcem lub mocno rezygnują z uśmiechu bez kontroli nad mięśniami czoła, polubią się z botoksem znacznie wcześniej.
Warto pamiętać o zasadzie: lepiej zapobiegać, niż leczyć. Wykonanie zabiegu w odpowiednim momencie, gdy zmarszczki są jeszcze płytkie (tzw. "baby botoks" lub mezobotoks), pozwala na uzyskanie niezwykle naturalnego efektu wypoczętej twarzy. Jeśli jednak spóźnimy się o kilka lat i zmarszczka stanie się głęboką bruzdą widoczną w spoczynku, sam botoks może już nie wystarczyć. Wtedy konieczne bywa łączenie go z innymi, bardziej inwazyjnymi procedurami regeneracyjnymi. Dlatego zamiast patrzeć w dowód osobisty, warto uważnie obserwować swoją skórę i skonsultować się ze specjalistą.